Opowiadanie inspirowane jest anime Kuroko no Basuke!

Przed Ósmym Cudem, był Brakujący Element. Polecam!

sobota, 17 czerwca 2017

Oliwier Madgrey i Parada Równości





Ten odcinek powstał dlatego, że byłem pierwszy raz w życiu na Paradzie Równości i chciałem się podzielić z Wami moimi wrażeniami!

 


ROZDZIAŁ DODATKOWY
Oliwier Madgrey i Parada Równości
Uwaga, rozdział może zawierać treść 18+ :x 




            Oliwier tego dnia obudził się jako pierwszy. Gaspar jeszcze spał i nic nie wskazywało na to, że miał zamiar wychodzić spod kołdry. Usiadł na łóżku i przeczesał swoje szare włosy, ziewając głośno. Sampo, leżący w nogach łóżka, uniósł głowę.
            – Dzień dobry, kociaku. – powitał go i pogłaskał.
            Następnie szturchnął delikatnie Gaspara, który jedynie wydał dziwny dźwięk i zawinął się bardziej w kołdrę.
            – Idę nam zrobić śniadanie – poinformował. – Jak zaśpisz, to zjem wszystko.
            Oliwier założył okulary i wyskoczył spod kołdry, a Sampo zerwał się za nim i towarzyszył mu aż do kuchni, gdzie Oliwier uruchomił ekspres do kawy. Wsypał Sampo odrobinę kociej karmy do miski i zajrzał do lodówki. Na szczęście Gaspar zrobił wczoraj zakupy, gdy wracał z pracy. Teraz Oliwier mógł sobie wybrać, co takiego chciał zjeść. Zdecydował się na jajecznicę z bekonem.
            Włączył radio, które cicho grało w kącie i zabrał się za przygotowywanie śniadania. Sobotnie poranki miały jednak swój urok. Ciepło oraz słońce powoli i leniwie wkradały się do kuchni, w której Oliwier w samych bokserkach właśnie rozwalił jajko o patelnie i przelał jego zawartość, która natychmiast zaczęła się ścinać z sykiem.
            Gaspar wszedł do kuchni, owinięty w koc i jak zwykle z burzą czarnych włosów na głowie, które poukładały mu się dziwnie w trakcie snu. Teraz przypominały nieco irokez, na widok którego Oliwier parsknął śmiechem.
            – Zamknij się – rzucił Gaspar. Usiadł na krześle i ziewnął potężnie.
– Bonjour – zaświergotał Oliwier. – Robię ci petit déjeuner.
            – Merci – odparł tamten. – Czemu jesteś w tak dobrym humorze?
            – Nie mogę być? – zapytał, wbijając kolejne jajko na patelnie. – Mamy sobotę. Mamy dzień wolny. Razem. Możemy się nawet nie przebierać z piżamy.
            Gaspar zmarszczył czoło.
            – Jesteśmy umówieni z Malwiną i Brunonem – przypomniał.
            – Perkele! – Rozbił jajko nieco za mocno i rozlało się na kuchence. – Naprawdę? Nie możemy przełożyć?
            – Wtedy musielibyśmy przełożyć całą Paradę Równości.
            Oliwier wyprostował się.
            – Czekaj, co? – Spojrzał na kalendarz, wiszący na lodówce, tuż obok tablicy do pisania markerem, gdzie widniał właśnie uśmiechnięty penis oraz mały kotek z podpisem „Pana cotta”. – To dzisiaj?!
            – Tak, dzisiaj – odparł Gaspar. – Zrobisz mi kawę?
            – Perkele! A miałem tak dobry nastrój – jęknął i podszedł do ekspresu. – Musimy iść…?
            – Obiecałeś – upomniał go Gaspar.


MIKA - Boum Boum Boum

            To prawda, ale tamtego wieczoru Gaspar grał nieczysto. Zaraz po tym jak zadzwoniła do nich Malwina z propozycją wybrania się na Paradę, na którą Gaspar wstępnie przystał, a dopiero potem poinformował swojego chłopaka, postanowił wykorzystać słabość Oliwiera.
            Widok Gaspara w butach, długich skarpetkach oraz ręczniku związanym u pasa, sprawiał, że Oliwier oderwał wzrok od ekranu swojego telefonu i zamarł.
            – Co… to jest? – zapytał, czując jak się robi czerwony na twarzy. Gaspar nieczęsto się zachowywał tak jak się zachowywał w tej chwili.
            – Co? To? – zapytał, wskazując na siebie. – Nic takiego. Po prostu uznałem, że może ci się spodobać. – Spojrzał na niego. – Bo podoba, prawda?
            Oliwier wciąż się wpatrywał w niego jak zahipnotyzowany. Próbował patrzeć powyżej ręcznika, ale wzrok mu zlatywał do zgrabnych i przyjemnie owłosionych nóg, których łydki kryły się w czarnych, długich skarpetkach, które Gaspar przeważnie zakładał do pracy. No i buty. Piękne, sportowe, białe Asics Gelhoop Duo 3, wywołujące przyjemny dreszcz na boisku, gdy piszczały o parkiet. W tej chwili jednak pobudzały wyobraźnię Oliwiera pod innym kątem.
            Wziął głęboki wdech.
            – Podoba – przyznał.
            Gaspar, wiedząc, że już osiągnął swój cel, dodał:
            – Chcę ciebie w sobie. Dojdź we mnie.
            – Gaspar, co ty…?
            Gaspar w tym momencie obrócił się i rozwinął ręcznik, który spadł na podłogę, ujawniając bezczelnie zgrabne pośladki chłopaka, które dodatkowo podkreślały jockstrapy.
            – Zapraszam – powiedział i ruszył do sypialni.
            Ostatni raz ktoś rzucił się tak w tym domu do przodu, gdy Sampo próbował upolować muchę, latającą nad Oliwierem. Tym razem to sam Oliwier pognał za swoim chłopakiem, rzucając za sobą telefon i zdejmując w międzyczasie t-shirt. Wpadł do sypialni, gdzie Gaspar już na niego czekał, w pozie dość osobliwej, aczkolwiek zachęcającej.
            Z uśmiechem zadowolenia i z małym obłędem w oczach, Oliwier uklęknął za Gasparem i ugryzł jego pośladki. Gaspar jęknął cicho i wypiął się bardziej. Oliwier wysunął język i zatopił się nim w swoim chłopaku, przyprawiając go o dreszcze.
            – Mon Dieu – szepnął Gaspar i wyprężył się.
            Oliwier zjechał jedną dłonią do buta, aby móc się nacieszyć dotykiem materiału w dłoni. Drugą obejmował uda Gaspara i nie pozwalał mu się odsunąć, gdy sam pracował językiem. Robił to bardzo głośno i niechlujnie. Ślina kapała z Gaspara i czuł jej chłód, gdy Oliwier wypuszczał z siebie powietrze i omiatał to wszystko swoim oddechem.
            Nie szczędząc Gaspar, dał mu porządnego klapa i wyprostował się.
            Gaspar, z twarzą dociśniętą do poduszki, obserwował pomiędzy swoimi nogami jak Oliwier zdejmuje pasek, co było dla Gaspara jednym z najbardziej seksownych ruchów, jakie można było wykonać. Dźwięk sprzączki bardzo go podniecał i zatopił palce w pościeli. Widział jak Oliwier opuszcza spodnie, widział jego członka, który wyskoczył zza materiału bokserek.
            – Chcesz go? – zapytał Oliwier. Wspiął się na łóżko, uklęknął za Gasparem i przyległ do jego pleców. Naparł na niego swoim ciepłym torsem, wsunął członka między jego uda, zetknął się z jego. – Zadałem pytanie…
            – Chcę – jęknął Gaspar.
            – Jak bardzo? – dopytywał.
            – Bardzo… – odparł. – Proszę.
            Oliwier docisnął ciałem swojego kochanka do łóżka i podparł się na dłoniach, aby móc zobaczyć jak jego członek porusza się między pośladkami Gaspara uwięzionymi w ciasnych jockstrapach. Uklęknął nad Gasparem i splunął na swoją dłoń. Namoczył śliną swoją męskość, licząc na to, że to wystarczy. Przynajmniej na początek.
            Splunął jeszcze raz na wejście Gaspara i rozmasował ślinę palcem, nie omieszkując wsunąć się na moment.
            Kilkakrotnie uderzył swoim członkiem o pośladki Gaspara, delektując się dźwiękiem. A potem przeszedł do powolnego i spokojnego procesu wchodzenia w swojego kochanka.
            Jak zwykle, gdy robił to z Gasparem, miał przed oczami gwiazdki, czuł się pewnie i bezpiecznie. Jak zwykle cieszył się, że znów mógł to zrobić.
            – Wyluzuj – rzucił do Gaspara, gdy napotkał opór. – Wyluzuj.
            Gaspar złapał kilka spokojnych wdech, czując coraz więcej swojego ukochanego w sobie. Uwielbiał momenty, w których już naprawdę nic ich nie dzieliło.
            – Tak jest – mruknął Oliwier. – Tak jest.
            Gaspar krzyknął w poduszkę, gdy Oliwier dotarł do najbardziej czułego punktu. Zacisnął dłonie na pościeli, i pozwolił rozgościć się Oliwierowi, który na jakiś czas się zatrzymał, by móc przyzwyczaić Gaspara do jego obecności.
            Poruszył biodrami, Gaspar ponownie jęknął.
            – Możesz szybciej – powiedział Gaspar. – Jest dobrze…
            – Na pewno?
            – Tak.
            Oliwier uderzył biodrami mocniej, a Gaspar prawie zawył, jednak z uśmiechem na twarzy.
            Oliwier ponownie położył się na Gasparze, zakleszczając go w swoich objęciach. Poruszał biodrami, w jednym, szybkim rytmie. Odgarnął czarne włosy Gaspara, gdy ten odwrócił twarz ku niemu. Szare oczy były za mgłą, a serce Oliwiera zabiło. Pocałowali się w momencie, gdy Oliwier wszedł głębiej i mocniej. Jęk Gaspara utkwił w ich ustach.
            Przekręcili się na bok i Oliwier objął Gaspara jeszcze mocniej. Palce lewej dłoni wylądowały w ustach Gaspara, które zaczął je ssać, ślinić i podgryzać. Prawa dłoń pomknęła do podbrzusza chłopaka i masowała je, ale nie zjechała, celowo, niżej, choć widać było, że Gaspar potrzebuje tam uwagi. Oliwier uderzał o Gaspara najmocniej jak mógł, wciskając się w niego, natarczywie atakując prostatę.
            – Oliwier! – załkał Gaspar.
            Gaspar doszedł, intensywnie i ku zaskoczeniu Oliwiera, który go nawet nie dotknął. Myśl, że poznał już swojego chłopaka tak dobrze, że potrafi go doprowadzić go do orgazmu bez dotykania jego członka, uderzyła go piorun i rozpaliła jeszcze większy płomień. Nim się zorientował, szczytował w Gasparze, krzycząc. Jego męskość pulsowała w środku Gaspara, wypełniając go spermą. Drżący i spocony, wgryzł się w ramię chłopaka, oddychając ciężko. Nie spodziewał się dzisiaj tak intensywnego orgazmu.
            – Rakastan sinua – wyznał Gaspar i zakrył oczy. Oliwier lubił, gdy chłopak mu wyznawał miłość w jego ojczystym języku. – O Boże…
            – Je t’aime – odpowiedział Oliwier, ledwo co móc wykrztusić z siebie słowo. – To było… nowe.
            – Tak. Zdecydowanie – odpowiedział Gaspar, wciąż kryjąc oczy za dłońmi.
            Oliwier pozostał w Gasparze jeszcze przez kilka chwil, aż poczuł jak podniecenie z niego schodzi. Wyszedł i przekręcił się na łóżko, patrząc w sufit. Odczuwał mieszaninę dumy i zmęczenia.
            – Nabrudziliśmy – stwierdził, zerkając na tył Gaspara. – Fiu, fiu. Co za widok.
            – Muszę iść do łazienki, ale nie mam siły…
            – Uznam to za komplement. Jestem z siebie całkiem dumny – zachichotał i przekręcił się tak, aby móc ugryźć szyję Gaspara.
            – Skoro o dumie mowa – zaczął Gaspar. – Może chcesz iść ze mną na Paradę Równości?
            – Ziomuś, pójdę nawet na pięć – zapewnił, przysuwając się ponownie do Gaspara. – Chcę jeszcze raz.
            – Już? – zdziwił się Gaspar. – Pozwól mi odpocząć…!
            – Odpoczywaj – powiedział. – Ja się tym zajmę – oznajmił, wystawiając język. Jechał nim po spoconym ciele Gaspara, docierając do zamoczonych nasieniem jockstrapów, które zaczął lizać i gryźć…
            – Oliwier! – Gaspar pstryknął palcami.
            Chłopak wrócił ze swoich wspomnień i znów znalazł się w kuchni, gdzie przyszykowywał śniadanie dla Gaspara. Towarzyszyła im jednak erekcja Oliwiera, skryta w błękitnych bokserkach.
            – Zamyśliłem się – odparł. – Wróciłem do momentu, w którym doszedłeś bez mojej ręcznej interwencji.
            Gaspar wywrócił oczami.
            – Długo jeszcze będziesz się tym chwalił?
            – Kurwa, do śmierci! Wpiszę to w jebane CV.
            Gaspar westchnął.
            – To jak? Idziemy?
            Oliwier westchnął.
            – Tak. Chodźmy. Ale od razu mówię, że nie lubię gejów.
            – A to nowość… – Zaśmiał się Gaspar.

***

            Parada Równości zaczynała się dopiero popołudniu, więc Oliwier i Gaspar pozwolili sobie na leniwe siedzenie na kanapie. Oliwier grał w nową grę na konsoli, którą pewnego dnia przyniósł do domu, po tym jak miał iść jedynie kupić wiaderko do lodu.
            – Patrzyło na mnie i błagało – zapewniał.
            – Super, ale nie będę ci kupował obiadów – odparł Gaspar, gdy usłyszał, ile kosztowało go Playstation 4, a potem już się prawie obraził, gdy dowiedział się, że Oliwier wziął to ustrojstwo na raty.
            – Bo chciałeś pograć w Uncharted 4? – jęknął Gaspar. – Nie wierzę…
            Z czasem jednak Gaspar przekonał się do konsoli, chociaż osobiście wolał gry przygodowe, a Oliwier uderzał w klimaty zombie. Z lekką odrazą obserwował jak Oliwier nawala jakimś laserem chodzące ludzkie szczątki, które eksplodowały krwią w bardzo realistyczny sposób.
            – Odrażające – skwitował.
            – Nie bądź cipką – odpowiedział Oliwier, wciskając jak oszalały jeden z przycisków. Zombie wybuchło, wydając z siebie odrażający dźwięk.
            Na szczęście w ich leniwe przedpołudnie Oliwier grał w DragonAge i obaj wkręcili się w wątek miłosny, polegający na flirtowaniu z Dorianem Pavusem.
            – Oczywiście, gramy dla fabuły – podkreślali, ale nie mogli się nacieszyć, gdy pojawiała się opcja flirtu w przystojnym, bardzo animowanym, magiem.
            – Poczekaj, zrobię nam truskawki ze śmietaną i cukrem – postanowił Gaspar, wstając z kanapy.
            – Dobry pomysł – odparł Oliwier.
            Gaspar poszedł do kuchni, a ciekawski Sampo tuż za nim, kręcąc się wokół nóg. Wyciągnął potrzebne składniki z lodówki i szafek, a potem zabrał się za przyrządzanie skromnego deseru. W połowie czynności, dotarło do niego głośne „och” z salonu.
            – Gaspar! Scena seksu! – zawołał Oliwier.
            – Co? – Gaspar obrócił się na pięcie i pognał z powrotem do pokoju, prawie przewracając się o kota, który jakby wyczuł zbliżającą się chwilę i zaległ na środku przejścia.
            Gaspar wylądował ponownie na kanapie i obserwowali jak mag zbliża się do ich gracza, w bardzo dwuznaczny sposób.
            – Zrobią to – szepnął podekscytowany Oliwier. – Jestem z ciebie dumny, Inkwizytorze. Teraz go wykorzystać i porzucić.
            – Co? – zapytał oburzony Gaspar. – Nie ma opcji.
            – To moja gra – zachichotał demonicznie Oliwier. – Zaliczę maga i tyle. Tak jak w prawdziwym życiu: zaliczyć i zostawić.
            Gaspar spojrzał na niego bez cienia uśmiechu na twarzy.
            – Żartuję, kochanie – zaśmiał się i pocałował go w nos.
            Wrócili do obserwowania z przejęciem jak ich postać całuje się z magiem, a potem lądują w łóżku.
            – Wspaniale. – Przybili sobie piątki, gdy udało im się przekonać maga do tego, aby kontynuować romans.

SCENA Z GRY :x



***

            Dzień był upalny i Oliwier już żałował, że ubrał się na czarno z minimalnie widoczną pineską, na której widniała tęczowa flaga. W porównaniu z Gasparem wyglądał blado, bo ten miał na sobie tęczowy t-shirt i małą chorągiewkę, którą rozdawali pod Pałacem Kultury. No i oczywiście jego tęczową frotkę na ręku.
            – Boże, ile gejów. I lesbijek. I bi… – jęknął Oliwier.
            – Nie panikuj – odparł Gaspar, gdy ruszyli do miejsca spotkania ze swoimi przyjaciółmi. – To twoja pierwsza parada?
            – Ta – burknął, kurcząc się nieznacznie, gdy się zgarbił, jakby chciał uciec od spojrzeń innych ludzi. – A twoja? – zapytał z ciekawości.
            – Byłem już kiedyś w Paryżu – odpowiedział. – Nie stresuj się – dodał. – Jestem obok. Pomogę ci.
            – Dzięki.
            – Oliwier! Gaspar!
            Podnieśli głowy. Na jednym ze stopni prowadzących do Pałacu Kultury stała Malwina, podskakując i machając ręką. Miała na sobie kolorową flagę. Jej narzeczony, Brunon, pokusił się tylko o małą chorągiewkę, ale równie serdecznie powitał zbliżającą się dwójkę.
            – Ale super, że jesteście! – pisnęła Malwina. – A ty ubrałeś się na pogrzeb, Madgrey, czy co? – zapytała, mierząc Oliwiera wzrokiem.
            – Tak. Dzisiaj umarła moja godność.
            – Nie przesadzaj – poprosił Gaspar. – To nic złego, że tu jesteś. Pomyśl jakiej piany dostałby twój ojciec, gdyby się o tym dowiedział.
            Oliwierowi od razu poprawił się humor. Teraz mógł już być gejem, bez żadnych problemów.
            – Ruszamy? Czy jeszcze na kogoś czekamy? – zapytał Gaspar.
            – Jeszcze Marcel i Ieva – powiedziała Malwina. – Kurczę, chłopaki, ale się cieszę!
            – To chyba nie jest twoja pierwsza parada, co?
            – Nie. – Pokręciła głową. – Chciałam Oliwiera zabrać ze sobą już wtedy, gdy mieszkaliśmy razem, ale był oporny.
            – Kot chodzi własnymi drogami – odpowiedział.
            – A więc przyznajesz, że jesteś chłopakiem-kotem? – zapytał Bruno, uśmiechając się wesoło.
            – Co?! Nie, ja…! – Urwał, bo reszta zaczęła się śmiać. – Dupki z was. Raz, dwa, trzy. – Policzył ich, wskazując na nich palcem. – Trzy dupki.
            – Spokojnie. – Gaspar pogładził go po głowie.
            Na pozostałych czekali jeszcze kilka minut, aż pojawili się na horyzoncie. Ieva miała na policzkach namalowane tęczowe flagi, ale w dłoni niosła tę, reprezentująca biseksualistów. Tę samą niósł Marcel.
            – Jesteśmy taką wesołą gromadką – prychnął Oliwier. – Mój najlepszy przyjaciel puka moją siostrę.
            – Jezu, Oliwier – warknęła Ieva. – To już trzy lata. Dałbyś spokój.
            – Nigdy.
            – Cześć – odparł Marcel, witając się z każdym. – Ale zabawnie, nie? Mamy tutaj parę hetero, bi i homo – stwierdził, wskazując na poszczególne osoby.
            – Czekaj. – Oliwier spojrzał na Gaspara z udawanym przerażeniem. – Jesteś gejem?!
            Gaspar posłał mu spojrzenie, które mieszało w sobie rozbawienie i litość.
            – Tak – odparł.
            – To trochę niezręczne, bo ja nie jestem gejem…
            Gaspar wywrócił oczami i zarządził dołączenie do głównego nurtu kolorowych ludzi.
            Tym, co zaskoczyło najbardziej Oliwiera, było to, ile osób się zebrało. I były to rodzice z dziećmi, dorośli, babcie, dziadkowie, chłopacy, dziewczyny i wszyscy po prostu ze sobą maszerowali, podrygując do głośnej muzyki z jadących platform.
            Kilka osób machało im z okien, niektórzy obserwowali ich z ulic i podnosili kciuki. Zaskoczony tą pozytywną energią, Oliwier nabrał nieco więcej odwagi i złapał Gaspara za dłoń. Ten ją ucałował i mrugnął do niego.
            Malwina robiła im wszystkim dużo zdjęć, obiecując, że później je porozsyła. Marcel prawie podskakiwał z ekscytacji, aż w pewnym momencie wziął swoją dziewczynę na barana, aby mogła pomachać do innych ludzi. Brunon szedł spokojnym krokiem, ale chyba jednemu nie przeszkadzał upał.
            Oczywiście, nie obyło się bez nieprzyjemnych incydentów i kilku wulgarnych transparentów.
            – Zakaz pedałowania?! – krzyknęła Malwina. – Słabe!
            – Spokojnie, kochanie – poprosił Brunon. – To raptem kilka osób.
            Rzeczywiście, nie mogli się równać z ogromem ilości osób, które właśnie szły ulicami Warszawy. Jeden pan, który jechał obok na rowerze, nie brał udziału w paradzie, ale otrzymał gromkie brawa, gdy przejeżdżając, zerwał szkalujący osoby homoseksualne baner. Chyba się nie spodziewał takiej wdzięczności i prawie wjechał na znak drogowy.
            – Chodźcie! – krzyknął nagle Marcel i pognał do przodu. Okazało się, że znalazło się miejsce na jednej z platform, z której dudniła muzyka. W szóstkę wspięli się na platformę, przyłączając się do małej dyskoteki, która sprawiała, że platformą aż trzęsło.
            Stąd widać było jeszcze lepiej sznur ludzi, który świętował tolerancję i to w pewien sposób urzekło Oliwiera. Dyskretnie zrobił mu zdjęcie.
            Cały przemarsz zajął ponad dwie godziny, aż wszyscy przeszli wyznaczoną trasę, która kończyła się pod Pałacem Kultury. Oliwier, Gaspar, Malwina, Brunon, Ieva oraz Marcel zeskoczyli z platformy, na której impreza również się skończyła i pognali na afterparty, gdzie zrobili sobie porządne zdjęcie i zajęli się chwilę wstawianiem ich na social media.
            Następnie, siedząc pod Pałacem Kultury, zostali na koncercie, podczas gdy Marcel i Ieva rozdzielili się, aby pojechać na inny festiwal, ale obiecali, że wrócą do klubu. Przynajmniej taki był plan na wieczór.
            Im bliżej nocy, tym więcej osób rozchodziło się do klubów, w tym i Oliwier z Gasparem. Dawno już nie mieli takiego wieczora, więc wykorzystali to i wypili kilka drinków, by potem móc podbić parkiet. Dołączyła do nich Malwina z Brunonem, który stał się obiektem pożądania wśród niektórych facetów.
            – Nie powinni lecieć na nas?! – zapytał oburzony Oliwier. – Jesteśmy przystojniejsi!
            – Chcesz, aby jeszcze ktoś na ciebie leciał? – zapytał Gaspar, unosząc brew.
            – Hipotetycznie.
            – Hipotetycznie możesz też dzisiaj spać na kanapie – odpowiedział.
            Marcel i Ieva wrócili koło północy i natychmiast dołączyli do tańczących. Marcel popisywał się swoimi wybornymi ruchami, zachęcając Ievę do podobnych ruchów, które dla Oliwiera wyglądały jak kopulacja na parkiecie.
            – Ociera się o nią – warczał do Gaspara.
            – Ty o mnie też się ocierasz – zauważył.
            – Tak, ale ty nie jesteś moją siostrą.
            – Dzięki Bogu…
            – Będą dziś uprawiać seks!
            – Granda.
            – Jezu, a jeżeli zostanę wujkiem?
            Gaspar zmierzył go wzrokiem.
            – Ile wypiłeś?
            – Osiem…
            – Litrów czy drinków?
            – Drinków, oczywiście. – Zamrugał oczami i wpatrywał się w Gaspara. – Mówiłem ci kiedyś, że wyglądasz pięknie?
            Gaspar otworzył usta.
            – N-Nie – odparł zawstydzony. – Nie mówiłeś.
            – Jesteś piękny, cholera. Twoje brwi i kości policzkowe. I ten pieprzyk. Cholera…
            – Alkohol wyostrzył ci wzrok? Powinien działać inaczej.
            Oliwier roześmiał się wesoło.
            – Widzisz? Potrafię być… romantyczny.
            – Doprawdy? – zapytał Gaspar z wątpliwością. – Śmiało. Kontynuuj.
            Oliwier odchrząknął.
            – Zajebać ci całusa? – zapytał, unosząc uwodzicielsko brew.
            Gaspar zaśmiał się tak głośno, że przebił się przez muzykę i kilka osób spojrzało w ich kierunku.
            Dwa drinki później, gdy muzyka i kolory zaczęły wirować, Gaspar wyprowadził swojego chłopaka z klubu, aby ten mógł się przewietrzyć. Ciężko było go prowadzić, gdy gadał od rzeczy, tym razem na temat… Muminków.
            – Jak ma na imię mama Muminka? Zanim narodził się Muminek. I czy Muminek to imię? Skoro to Muminki, można by uznać, że to jakaś nazwa ssaków albo przynajmniej jakiś bio… rząd? Biorząd. Jest coś takiego jak biorząd?
            – On tak często? – zapytała Malwina, idąc pod ramię z Brunonem.
            – Czasem tęskni za Finlandią – przyznał Gaspar. – Oliwier – zwrócił się do niego delikatnie. – Odprowadzamy Malwinę i Brunona na dworzec. Jesteś w stanie?
            – Zawsze. – Zasalutował, chwiejąc się na nogach.
            – Cieszcie się, że go nie odprowadzaliście kilka lat temu – odezwał się Marcel. – Podszedł do przystanku autobusowego, na którym był plakat z Angeliną Jolie i zaczął go… no cóż…
            – Posuwać przystanek? – podsunęła Ieva.
            – Taaa, dokładnie – odchrząknął. – I śpiewał coś po fińsku.
            – Ievan Polkka! – wykrzyknął Oliwier. – Nuapurista kuulu se polokan tahti jalakani pohjii kutkutti. Ievan äiti se tyttöösä vahti vaan kyllähän Ieva sen jutkutti…! – śpiewał. – No, dalej! Bądźcie moim chórkiem!
            – Pas – stwierdził Brunon.
            – Oliwier, nie wiedziałam, że masz tak dobrze wyćwiczony język – zamruczała Malwina.
            Gaspar odchrząknął.
            – Nie prowokujcie go.
            – Malwino, czy chcesz wiedzieć jak dobrze zrobić swojemu mężczyźnie… eee… dobrze? – zapytał Oliwier, obejmując ją ramieniem.
            – Wiesz, że gejowski seks to moja słabość – odparła urzeczona.
            – Kochanie – poprosił ją Brunon, łamiącym się głosem. – Mamy autobus za pięć minut…
            – Pięć minut wystarczy, by poznać Tajemnicę Świdrującego Języka – poinformował Oliwier, patrząc na swojego dawnego kapitana, pijanym wzrokiem. – Przede wszystkim, czy potrafisz zawinąć język w rurkę…?
            – Wystarczy, braciszku – warknęła Ieva i pociągnęła go za kołnierz, przez co prawie się przewrócił. – Potrzebujesz Jezusa w swoim życiu. Jutro idziesz do kościoła.
            – Stanę w płomieniach!
            Malwina i Brunon na szczęście zdążyli na autobus i na szczęście nie musieli usłyszeć niczego na temat Tajemnicy Świdrującego Języka. Następnie Marcel i Ieva odłączyli się, by pójść na metro.
            – Nie defloruj… deflorywowuj… Nie sypiaj z moją siostrą! – zawołał za nimi Oliwier.
            – Jesteś pijany – stwierdził Gaspar. – I myślę, że sypiają ze sobą od dawna. Są parą.
            – Jak ona może z nim sypiać? Widziałem jak sika, nie jest na tyle duży, aby zadowolić ród Madgreyów.
            – Kochanie, proszę, zamknij się już.
            – Ej! – Wskazał na coś ponad ramieniem Gaspara, prawie wydrapując mu oko. – Pałac Kultury świeci na kolorowo!
            – Dopiero teraz to zauważyłeś? – zapytał Gaspar. – Krążymy wokół niego od pół godziny.
            – Wooow… Wygląda jak tęczowe dildo…
            Gaspar przyłożył dłoń do czoła.

ZAZ - Si jamais j'oublie

            Stali teraz na parkingu przed Pałacem, skąd odjeżdżały przeważnie autobusy. Brukowana droga pod nimi była nierówna, ale Gaspar postanowił się na niej zatrzymać. Ujął dłonie swojego chłopaka i uśmiechnął się do niego.
            – Mam nadzieję, że nie jesteś, aż tak pijany, aby tego jutro nie pamiętać – oznajmił na wstępie, wpatrując się w delikatnie zamglone oczy Oliwiera. – Chciałem ci tylko powiedzieć, że jestem z ciebie bardzo dumny. Za to, że odważyłeś się pójść na paradę i coraz bardziej… jesteś po prostu sobą.
            – Wiesz, że jestem w stanie, w którym mogę się łatwo rozpłakać? – zapytał.
            Gaspar parsknął śmiechem.
            – Dziękuję za to, że jesteś ze mną – powiedział. – Kocham cię, Oliwierze Madgrey. Taki, jaki jesteś.
            Oliwier wpatrywał się w niego przez kilka chwil, aż w końcu uśmiechnął się szeroko. Czuł jak jego serce biło szybko i przypomniał sobie to uczucie, gdy Gaspar pierwszy raz powiedział mu, że jest z niego dumny. Kilka lat temu, gdy grali w koszykówkę, gdy Oliwier wychodził na prosta i zaimponował mentorowi drużyny koszykarskiej Nowe Elementaris.
            – Ja ciebie też kocham, Gasparze Arcenciel – odpowiedział poważnie.
            Pocałowali się tuż pod kolorowym Pałacem Kultury. Wśród nocnych dźwięków miasta, wśród śmiechów, wśród chłodnego powietrza i wśród zapachu bzu. Następnie obieli się mocno, te dwie bratnie dusze.
            – Nie chcę psuć nastroju – szepnął Oliwier. – Ale może jesteś głodny?
            – Cholernie – odparł Gaspar.
            – Kubełek kurczaków?
            – Kubełek kurczaków.
            Przytaknęli i, trzymając się za ręce, zeszli z placu.
            

 _____________________________________________________________